środa, 25 stycznia 2017

Gwoli wyjaśnienia

Nie było mnie dłuższą chwilę i pewnie jeszcze kilka takich chwil sie trafi. Dorosłe życie wymusza czasem zmiany priorytetów i psy zeszły ostatnio na dalszy plan. Moje zdrowie żyje swoim własnym życiem i przechodzi najwyraźniej okres buntu, finanse szaleją, a razem z nimi domowe sprzęty, wypadałoby wreszcie ogrodzić ogródek i zacząć działać w kwestii podniesiena wolorów estetycznych otoczenia. O mieszkaniu nawet szkoda gadać, póki się na łeb nie wali musi być jak jest, najpilniejsze są remonty kuchni i łazienki, a oba te pomieszczenia zżerają potworne środki.  Ech, Panda, szykuj się, otwieramy pseudohodowlę!

Obie dziewuchy żyją i mają się dobrze, a w każdym razie dobrze ma się moje niemal dwudziestokoligramowe maleństwo – w niczym już nie przypomina tego szczeniaczka, którego przywiozłam do domu 22 października. Namiętnie stara się o wszelkie możliwe choroby ortopedyczne, bo żeby nie skakała pod sufit musiałabym ją chyba wypełnić ołowiem; to nie owczarek, to kangur. Shealę czeka zabieg w lutym, ale poza tą ponurą wizją, panna wydaje się cieszyć życiem jak zawsze, a przy tym z każdym dniem jest coraz bliżej ideału i urasta w oczach rodziny do rangi jakiegoś psiego absolutu, któremu inni przedstawiciele gatunku powinni starać się dorównać.  Oczywiście nie całej rodziny, bo jakoś zwiększyła się ostatnio częstotliwość pytań “Po co ci te psy?” i narzekań “Widzisz, ile cię to kosztuje?”. No widzę, kurde, widzę doskonale. Ale czemu wydawanie dużo większych pieniędzy na zagramaniczną wycieczkę byłoby akceptowalne, ba, rozwijające i godne pochwały, a psy to taka strata, mimo że wymuszają na mnie ciągły rozwój, dbaja o moją kondycję psychiczną i fizyczną i jeszcze do tego są dwoma najdurniejszymi deklami pod słońcem, więc spokojnie oszczędzam na rozrywce? I w zasadzie do czego prowadzi ta rozmowa, skoro psów się nie pozbędę, rozmówcy nie przekonam i ogólnie tylko zdenerwujemy siebie nawzajem?

Wygląda też na to, że razem z moim życiem zmieni się też blog – zamknęłam konto na FB z racji tego, że stało się koszmarnym pożeraczem czasu. Okazało się, że mam guzik, a nie silną wolę i niby zerkając “tylko” co tam słychać, potrafię przepaść na długie godziny, a dom syfem zarasta, psy się nudzą, żarcia nie ma, dupa rośnie - generalna klapa. Dyskusje i gównoburze będą się dalej kręcić, niezależnie od mojego udziału, a ja zyskam na czasie i szeroko pojętym ogarnięciu. Wszystko to ma swój nadrzędny powód – otóż dysponuję koleżanką, która jest dla mnie ucieleśnieniem tego, czym stać się nie chcę, a zbliżyłam się do tego niebezpiecznie. Początkiem stawania jest przepierdzielanie kilku godzin dziennie na fejsiku, jak rzeczona koleżanka, która siedząc w domu cierpi na wieczny bajzel i niedoczas. Bycie kurą domową jest mi bliskie i chętnie pierdzielnęłabym pracę zarobkową, celem oddania się rozkoszom (choćby gęsto przeplatanych rzucanym mięsem) prowadzenia domu, wychowywania psów i dzieci, zależnie od tego, co się akurat trafi, ALE  być niezorganizowaną, gnuśną kurą domową z kawałów nie chcę zdecydowanie. O, nie nie. Jako, że jednak gdzieś sie uzewnętrzać potrzebę mam, to pada na bloga. Co z tego wyniknie – zobaczymy. 

5 komentarzy:

  1. Znam ten ból, fb bardzo pożera czas :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Od siebie dodam, że im mniej fejsbuka tym zdrowsze psychicznie życie można prowadzić, zwłaszcza, jak ma się sportowego psa. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, czyżbyś dowiadywała się niestworzonych rzeczy o sobie i Gambicie?

      Usuń
    2. Dowiaduję się o sobie wielu ciekawych rzeczy, szczególnie odkąd Tytania ma nową mamę. ;)

      Usuń
  3. Z tego samego powodu i ja zamknęłam swoje konto na fb - masa lansu i głupstw nikomu do niczego niepotrzebnych. Szkoda czasu. Podobnie jak Ty słyszę nieraz, że część moich zwierzaków należałoby "zlikwidować" - aktualnie doszedł czwarty kot, który przybłąkał się w największe śnieżyce. No i koszty... wczoraj podliczyłam miesięczne barfowanie i wyszło jak Orijen dla Dżosza na miesiąc, a jeszcze te 4 koty... Jednak i tak wolę wiedzieć, co pies je i że mu smakuje i póki co ma się dobrze. No cóż, może czas palenie rzucić?

    OdpowiedzUsuń