poniedziałek, 23 września 2013

Czekolada na gorąco bez czekolady :)

Macie czasem ochotę na coś słodkiego? Nie taką zwykłą ochotę, tylko chcicę graniczącą z obsesją i pewnością, że jeśli nie zjecie czegoś NATYCHMIAST to wyżrecie całą lodówkę w poszukiwaniu TEGO smaku? Ja miewam. Miałam przed chwilą. Tak się jednak radośnie składa, że zasmarkanam po pas i wyjście do sklepu nie jest najlepszym pomysłem. Z pomocą przyszedł mi cudowny blog Porcelany (klik) i XVIII-wieczny przepis na czekoladę... bez czekolady i bez kakao :)



Rzecz jest banalna: podgrzewamy w ganku mleko z cukrem, a w drugim prażymy zwykła mąkę tak, żeby miała brązowy kolor. Porcelana ostrzegała, że można ją łatwo spalić - ja robiłam to po raz pierwszy i szczęśliwie udało mi się tego uniknąć. Słodkie mleko wlewamy do mąki (ja mąkę prażyłam na patelni, więc wsypałam mąkę do mleka), mieszamy, dodajemy cynamonu i gotowe :) Proporcje zupełnie na oko, ja na dwie i pół filiżanki mleka dodałam około dwóch płaskich łyżek mąki i czubatą łyżeczkę cynamonu. Cukier sypnęłam z cukiernicy, więc nie mam pojęcia ile go było, ale mleko nie było jakoś oszałamiająco słodkie.

Nasza gorąca czekolada jest gęsta, ma lekko piankową konsystencję, a moja, dodatkowo, grudki nierozmieszanego cynamonu (i trochę mąki), co zupełnie mi nie przeszkadza, ale następnym razem sprawdzę, czy nie uda mi się tego uniknąć - gdybym chciała podać mój deser dla ubogich gościom, to chciałabym, żeby prezentował się jak najlepiej. Smakuje świetnie, co zabawne, trochę przypomina mi w smaku czekoladę, a trochę migdały w cynamonie, które w okolicach Bożego Narodzenia można było dostać w Biedronce. Rewelacyjnie zaspokaja ochotę na słodycze. Należę do osób, które spokojnie pożerają tabliczkę czekolady i rozglądają się za dokładką - w przypadku tego napoju dwie filiżanki zaspokoiły moją ochotę na "coś słodkiego" tak skutecznie, że w połowie drugiej zastanawiałam się, czy w ogóle ją kończyć. Skończyłam - bo jestem przepadziwa - ale spokojnie mogłam ją sobie odpuścić.

Naprawdę radzę spróbować, bo wydaje mi się to świetnym pomysłem w chłodne, jesienne dni <3

10 komentarzy:

  1. Przepa jaka??? Super słówko :) Przepis też fajny,
    Malwa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To podobno mazowiecki regionalizm. Zawsze się tak u nas mówiło i zawsze o mnie, bo jestem zachłanna i nienażarta :P

      Usuń
  2. ciekawy przepis, jutro wyprobuje o siebie ;) rowniez uwielbiam czekolade! jesz tylko tabliczke dziennie? ja bym mogla jesc z 3 :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wypróbuję, bo może być dobre :)

    OdpowiedzUsuń
  4. a to intrygujące, muszę wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapowiada się smacznie, muszę spróbować :)

    Izilleys.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. O, widzę, że wypróbowałaś przepis z mojego bloga :) Bardzo fajnie Ci to wyszło, z taką delikatną pianką na wierzchu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Rewelacyjnie pomysłowy ten przepis :) "Deser dla ubogich..." padłam :D

    OdpowiedzUsuń