poniedziałek, 26 listopada 2012

Aktualizacja pohennowa

Tak jak przypuszczałam, wczoraj wieczorem włosy już były lekko nieświeże. Znam je na tyle, żeby wiedzieć, że z delikatnej nieświeżości do kompletnego przetłuszczenia przechodzą dość szybko, więc nie miałam wątpliwości co do tego, ze rano będę musiała je umyć. A skoro tak, to można było od razu podziałać w kierunku wyeliminowania poziołowej suchości.


Cały dzień przechodziłam w takim zaplatańcu. Kiedy rozplotłam go wieczorem włosy wyglądały... Cóż, pogniecione, miejscami pofalowane, ale jednak lepiej niż rano. Nie mam wątpliwości, że przynajmniej część tego bajzlu zawdzięczam rozczesaniu na sucho i zastanawiam się, jakby to wyglądało, gdybym użyła rano żelu z siemienia... Rozczesałam je i nałożyłam olej (użyłam mieszanki, którą zrobiłam jakiś czas temu i której składu nie zapisałam... na pewno jest tam olejek brzozowy z Alterry, pewnie rycyna i jakaś oliwka), zaplotłam w zwykłego warkocza i poszłam spać.

Dzisiaj, około dziesiątej (ach, rozkosze wolnych poniedziałków ;)) przygotowałam sobie żel z siemienia i spreparowałam niby-maskę, mieszając po porostu resztkę żółtej odżywki z GlissKurra (tak wiem, silikon, nie powinnam na hennę tak od razu) z resztką ożywki b/s Joanny z wrzosem i łyżeczką miodu i żelu z siemienia. Czemu tak? Ano, temu, że moje kosmetyki podróżują zwykle między domem a stancja i udało mi się doprowadzić do tego, że wszystkie nawilżacze zostały w Warszawie, a w domu miałam tylko keratynową Artiste i jakiegoś Biowaxa z proteinami, więc użyłam resztek, które walały się po szafce. Po godzinie wędrowania po mieszkaniu z czepkiem i czapką wskoczyłam pod prysznic. Poszło już szybko: mycie, odżywka, na koniec żel z siemienia i koszulkowanie. No, tak naprawdę to stylizacja jest nieco bardziej skomplikowana, ale może kiedy indziej będę o tym pisać.

Oto efekty (najlepiej powiększyć):




Cóż, kryzys zażegnany ;) Niestety, kolor wyszedł zupełnie inny niż przy pierwszym farbowaniu i w ogóle mi się nie podoba, a w każdym razie na mnie. Trudno, przyzwyczaję się, a na razie dość farbowania. I tak kolor jest nierównomierny, można łatwo stwierdzić, która część włosów pamięta epizod z rozjaśnianiem. Jak zaczną się odrosty to w ogóle będzie ombre.

Nie wiem, czy będę wracać do henny. Właściwie najbardziej chciałabym zapuścić naturalne włosy, ale nie mogę być pewna, czy zdania nie zmienię.





9 komentarzy:

  1. Przepiękne fale :) to naturalne loki? A kolor bardzo dajny Ci wyszedł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, naturalne ;) Okazało się, że ten puch, który miałam na łbie od czasów gimnazjum to właśnie newystylizowane fale ;)

      Usuń
    2. Mi się kręcą włosy, ale bardzo nierówno... A Ty masz idealne fale :)

      Usuń
  2. A mi kolor się podoba:) zastanawia mnie tylko, czy ten dwukolorowy efekt to w związku z odrostami, czy nierównym pokryciem? Zdjęcia Twoich włosów chyba przekonają mnie do spróbowania żelu z siemienia:D

    OdpowiedzUsuń
  3. ale masz ładne włosy ;o jakie zdyscyplinowane! zazdroszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. ładne fale :)
    dodaje do obserwowanych i zapraszam do tego samego u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. łał, ale masz śliczne włosy :)

    OdpowiedzUsuń