niedziela, 9 października 2011

Uroki jesieni

Nie lubię końca lata. Próbuję sobie wmówić, że jesień też jest piękna i czasami nawet mi się udaje nią zachwycić, ale na ogół tęsknię za latem i niecierpliwie wyczekuje wiosny.

Staram się regularnie biegać - nie jakoś wyczynowo, ot taki marszobieg, żeby w dwudziestym trzecim roku życia nie mieć gorszej kondycji od mojej o pięćdziesiąt lat starszej babci. Ponieważ ciągle odczuwam skutki mojego przewlekłego zapalenia ścięgna Achillesa ( nawet nie wiem, czy wyleczonego ) staram się nie biegać po betonowych chodnikach, tylko gdzieś po polach. I właśnie w trakcie tego biegania odkryłam, że na polu po chyba-kapuście ( a może coś tam jest do zebrania, tylko moje niewprawione oko nie widzi ) jak szalony rośnie rumianek. Czytałam gdzieś, że zbiór i suszenie rumianku powinno odbywać się w maju, ale stwierdziłam, że nic mnie nie kosztuje sprawdzenie, czy uda mi się coś z tym zrobić teraz. Poza tym uznałam, że skoro już eksperymentuje, to zobaczę, czy w moich mieszkaniowych warunkach lepiej suszyć go podwieszonego w pękach, czy same koszyczki kwiatowe rozłożone cienką warstwą.

Poza tym jestem chora. Nieczęsto choruję, więc jestem strasznie rozlazła i marudna - zero klasy, samodyscypliny, cierpliwości i wszystkiego, co czyni chorego znośnym dla otoczenia. Od rana do wieczora skamlę, głównie z powodu kataru, że mi źle i niedobrze.

Pamiętacie jeszcze kolekcję "Robię na drutach"? Przestałam ja kupować już dawno, bo uznałam, że piętnaście złotych za kawałeczek włóczki to trochę przybogato jak dla mnie, ale kwadraciki robię dalej. śmiać mi się trochę chce, że tyle czasu mi to zajmuje, bo wspomniana wyżej babcia pewnie machnęłaby ten pledzik w tydzień, a ja jestem dumna z moich kwadracików. Tak to się prezentuje na dzień dzisiejszy:



Zdjęcie takiej, a nie innej jakości, bo robione komórką. Zapewne da się dobrze, ale ja zupełnie nie umiem fotografować, nawet dobrym aparatem. Więc musi być jak jest.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz